Kiedy zatoki są mocno opuchnięte lub całkowicie zatkane, popularne płukanie w pozycji stojącej niewiele pomoże.

Najskuteczniejsza i chyba najtańsza jest metoda na nietoperza, która na dodatek nie wymaga żadnego konkretnego sprzętu prócz buteleczki z zakraplaczem lub samego zakraplacza z apteki za 2 zł. Nauczyła mnie jej kiedyś moja pani alergolog, a wygląda to tak:
1. Przygotowujemy roztwór do płukania zatok – można go zrobić na wiele sposobów, ale zawsze używamy składników przeciwbakteryjnych i zmniejszających napięcie powierzchniowe, czyli np.:
– gotowa solanka (np. Zabłocka z apteki) lub zrobiona samodzielnie – powiedzmy 10 ml (można ją zrobić również na srebrze koloidalnym, a w przypadku podejrzenia grzybiczego zapalenia zatok – dodać do niej szczyptę sody oczyszczonej),
– 4-5 kropli wody utlenionej 3% (najlepiej kupić/zrobić sobie czystą, bo te apteczne zawierają trujące stabilizatory),
– ewentualnie kilka kropli płynu Lugola 1% z apteki (choć ja wybieram opcję jednej kropli mojego własnoręcznego Lugola 10%, bo w składzie jest czysty, podczas gdy wersje apteczne nie zawsze).
2. Kładziemy się na plecach, z głową tuż za krawędzią łóżka/sofy i zwieszamy ją mocno do tyłu – jeśli odchyli się głowę wystarczająco daleko, roztwór nie wleje się do gardła,
3. Kropla po kropli zalewamy każdą dziurkę nosa solanką aż już nic więcej się nie zmieści,
4. Wisimy i oglądamy sufit tak długo, jak się da, najlepiej kilka do kilkunastu minut,
5. Super ostrożnie, utrzymując nos w tym samym punkcie, z chusteczką w ręce, przewracamy się na brzuch i od razu dmuchamy nos.
6. Gotowe! (nie wychodzimy na dwór jeszcze przez pół godziny, żeby się nie przeziębić)
Płukanie zatok powtarzamy na początku 2-3 razy dziennie, wraz z poprawą coraz rzadziej.

Ważne: roztwór z wodą utlenioną może spowodować uczucie pieczenia za oczami i na czubku głowy! Jeśli da się to wytrzymać, to warto, bo to dobry znak! Jeśli się nie da, to dmuchamy nos i zalewamy zatoki czystą solanką – już samo wypłukanie wydzieliny i bakterii z zatok będzie kamieniem milowym na drodze do zdrowia.
Jeśli do udrażniania zatok stosujemy solankę z wodą utlenioną, lepiej zaczynać od niższego stężenia i budować sobie lekko wyższą dawkę, niż zacząć od zbyt wysokiej i się zrazić. To jest super skuteczna metoda, naprawdę warto dać jej szansę!
W ten sposób można się pozbyć przewlekłych stanów zapalnych zatok, nawet takich chronicznych, które wiążą się ze zwapnieniami i trwają latami.

Jeśli śluzówka jest tak opuchnięta albo nos tak zatkany, że nic nie wpływa do środka, można doraźnie posiłkować się jakąś formą pseudoefedryny (np. Nasivin, Otrivin), żeby obkurczyć śluzówkę i pozwolić solance wypełnić zatoki. Trzeba tylko mieć świadomość, że pseudoefedryna, choć bardzo skuteczna, jest silnie uzależniająca i nie należy stosować jej dłużej, niż 5 dni z rzędu. (Ja się kiedyś bezwiednie uzależniłam i wracanie do siebie kosztowało mnie dużo czasu i zdrowia. Szkoda życia.)
Aby odetkać zatoki można też spróbować kąpieli w gorącej wodzie z solami (kłodawska, himalajska, epsom), olejkami eterycznymi i wodą utlenioną. Ja się tam nie szczypię, tylko wsypuję kilka garści soli do pełnej wanny wody (myślę, że w sumie z 1,5 szklanki), do tego 4-5 buteleczek wody utlenionej 3% i ewentualnie kilka kropli płynu Lugola. Pierwszy raz, gdy dla eksperymentu wlałam wodę utlenioną do wanny, tak gwałtownie otworzyły mi się zatoki, że usłyszałam głośne PYK!
A z Lugolem trzeba uważać, żeby nie przesadzić, bo nadmiar podrażni skórę. Kiedyś sobie tak nieskąpo nachlupałam do wanny przed spaniem, że do rana szczypał mnie tyłek. Ale kataru nie było :)))))
Jeśli używamy olejków, to tylko porządnych eterycznych (nie zapachowych syntetyków!) i co najwyżej kilku kropel (eukaliptus, mięta, trawa cytrynowa, itp.) – będą sobie pływać po powierzchni i nas inhalować.

Wspomagająco robię dla nas przeciwzapalne olejki na oddychanie – ponieważ nie mam co robić w życiu, przygotowuję je w wersji rześkiej (eukaliptus, trawa cytrynowa, cytryna, mięta) i piernikowej (cynamon, kadzidło, mięta, mirra, imbir). Jak mi się znudzą, wymyślę nowe kompozycje. Wciera się je lekko w czoło, szyję, klatkę piersiową, plecy i korzysta z dobroczynnego działania oleju konopnego i inhalujących, przeciwzapalnych olejków eterycznych (nie radzę wcierać intensywnie, bo może się to skończyć niezłym podrażnieniem). Co ciekawe, te same kompozycje zmniejszają też stany zapalne, gdy się je wmasuje w bolące mięśnie i stawy.

nasz podręczny zestaw na katar

Takie olejki w czasie problemów z zatokami czy nawet zwykłych katarów szumią u nas bezustannie w dyfuzorze ultradźwiękowym, zwłaszcza w sypialni nocą.
Na noc też nacieramy delikwenta naszymi olejkami na oddychanie, kładziemy się obok i wąchamy, bo ładnie pachnie 🙂

Małym dzieciom najłatwiej oczyścić nos ustrojstwem typu KATAREK. Nie wiem, jak przeżyliśmy bez niego przy wiecznie zatkanych nosach Starszaków, ale życie z Maluchami było dzięki niemu o niebo łatwiejsze! No trudno, że w środku nocy budzimy czasem sąsiadów buczeniem odkurzacza. Lepsze to, niż czekać aż wydzielina zajmie oskrzela i płuca… Ale wszystko wskazuje na to, że sąsiedzi wciąż nas trochę lubią 😉
Przez jakiś czas używaliśmy też nakładki inhalującej zatoki przypinanej do nebulizatora (Pic), do której wlewaliśmy solankę i ratowaliśmy oddech dzieciom. Nawilżony nos produkuje mniej wydzieliny, więc dla dzieci to rozwiązanie idealne, a dla naszej kieszeni o wiele mniej obciążające, niż sól morska w sprayu. Może mniej poręczne, o fakt, ale z chorym dzieckiem i tak się nie wychodzi z domu, więc w sumie żadna strata.

Przy nawracających infekcjach zatok można założyć, że odporność chorującego kuleje. Sprawne uderzenie na samym początku infekcji pomoże ją powstrzymać przed rozprzestrzenianiem się (np. zakropienie uszu wodą utlenioną, uderzeniowa dawka witaminy C, uderzeniowa dawka jodu, propolis, sauna, gorąca kąpiel w solach z wodą utlenioną, itp.), ale konieczne będzie przyjrzenie się diecie i mądra suplementacja, która odporność wspomoże.

PS W swoim wykładzie o witaminie C dr Suzanne Humphries wspomina, że aby ekspresowo udrożnić zatoki, można przyłożyć szczyptę askorbinianu sodu do nosa i się nią mocno zaciągnąć. Nigdy nie miałam askorbinianu pod ręką, więc nie mogłam spróbować, ale ta metoda od dawna równocześnie mnie korci i przeraża. Bo jeśli jest to równie intensywne przeżycie, co gdy niechcący zaciągnę się pyłem z kwasu askorbinowego, to jest to zabawa tylko dla twardzieli. Ale z drugiej strony, jeśli ma pomagać? No dobra, zrobię sobie taki askorbinian i wypróbuję!

PPS Przepis na domową sól fizjologiczną jest banalnie prosty, a wygląda tak: do 0,5 litra wrzącej wody dodajemy 2 płaskie łyżeczki soli (4,5 g), studzimy i gotowe!

Tutaj kupisz syrop z MSM, który wspomaga dotlenienie organizmu i poprawę odporności w ogóle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o dostępności. Poinformujemy Cię kiedy produkt znajdzie się w magazynie. W tym celu wpisz właściwy adres e-mail.
E-mail Ilość Nie udostępnimy Twojego adresu nikomu innemu.