Postanowiłam się zapuścić.

Decyzja przyszła nagle, ale stanowczo.
Zapuszczanie się zajęło mi kilka miesięcy, ale wreszcie mogę się Wam pokazać w złym stanie, złym świetle, złej ostrości i w ogóle 🙂
Uznałam, że nikt przy zdrowych zmysłach, patrząc na moje obecnie piękne rączki i paznokcie nie uwierzyłby, że przez ponad 3 dekady byłam jednym, wielkim, popękanym, wściekle drapiącym się nieszczęściem.

 

 

Odkąd pamiętam, moje dłonie (wcześniej zgięcia w kolanach i łokciach, czasem powieki, uszy, usta) wyglądały znacznie gorzej niż to, do czego udało mi się niedawno doprowadzić (uwaga, będzie brzydko!):
Moje dłonie wyglądały kiedyś o wiele gorzej

Taką i o wiele gorszą skórę miałam od opuszków (skanowanie linii papilarnych do paszportu udało się dopiero przy chyba ósmym palcu) do nadgarstka, a w dzieciństwie pod kolanami, w zgięciach łokci, czasem na powiekach no i oczywiście ustach.

Cieszę się, że udało mi się choć trochę zapuścić, bo człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, a pamięć z czasem blednie. Zapomniałam już całkiem, jak to jest gdy skóra rozrywa się przy każdym rozgięciu palca, gdy palce są tak spuchnięte, że o żadnym ich zgięciu właściwie nie ma mowy, gdy dotknięcie wody pali jak ogień, gdy cały czas wszystko tak swędzi, że chwilową ulgę przynosi jedynie rozdrapanie się czymś spektakularnym, jak dywan czy kant stołu, satysfakcjonuje jedynie rozdrapanie do krwi. Zapomniałam już jak to jest, gdy drapie się nawet przez sen oraz gdy odkrywa się nagle, że znajomi na spotkaniu dziwnie patrzą, bo nie przerywając toku wypowiedzi właśnie gryzę się po rękach, jak wściekły pies, a z dłoni leje się krew; albo jak robi się kartę pływacką w gumowych rękawiczkach zawiązanych gumką recepturką (pomysł ciekawy acz kompletnie nieefektywny). Zapomniałam już też jak to jest, gdy każde pęknięcie się nadkaża i paprze, gdy palce nagle tak puchną, że zdartą zębami obrączkę trzymam w pudełku miesiącami, gdy ktoś inny musi mi umyć głowę, zmyć naczynia, obrać ziemniaki. Zapomniałam!

Diagnoza? Atopia idiopatyczna, przyczyna nieznana.
Nigdy nie dostrzegłam żadnego związku z niczym prócz cytrusów. Po cytrusach drapałam się jak wściekła, ale mandarynek na Święta nie zamierzałam sobie odmawiać 😉 A potem na wakacjach odkryłam, że greckie cytrusy mi nie szkodzą, tylko te u nas… Więc co? Więc nie cytrusy, tylko chemia!
(Od wielu lat ekologiczne cytrusy, po których nic mi nie jest, kupujemy bezpośrednio od pani Justyny z www.incampagna.pl i bardzo, bardzo polecamy – skrzynka prosto z Sycylii ląduje pod naszymi drzwiami przez całą zimę i wiosnę, owoce są prosto z drzewa i można je jeść ze skórką!)

Przez wiele lat byłam wielbicielką maści sterydowych, które jako jedyne potrafiły uporać się z moją popękaną skórą. Mogłam pójść spać pogryziona i dziurawa na wylot, a budziłam się zasklepiona i jako-tako szczelna 🙂
Długo zastanawiałam się, co oznacza powiedzenie, że sterydy maskują stan zapalny – po latach ich stosowania zrozumiałam, że pomimo poprawionego wyglądu mojej skóry ten stan zapalny wciąż tam był. Bo co z tego, że po kilkunastu godzinach od nałożenia kremu, skóra była już zasklepiona, gdy wystarczyło umyć łazienkę/włosy/zęby, czyli dopuścić do kontaktu z czymś choćby lekko drażniącym, żeby prawie natychmiast wyglądała dokładnie tak, jak przed zastosowaniem kortykosteroidu. Uznałam, że takie działanie mogę porównać tylko do łykania paracetamolu na odrąbaną rękę – ból wciąż tam jest, ale daje o sobie znać tylko, gdy środek przeciwbólowy przestanie działać. No dobra, paracetamol to słabe porównanie 😉
Ponieważ już nie opalała mi się skóra na dłoniach (jeden z efektów ubocznych długiego stosowania maści sterydowych), a pozostałe wnioski sugerujące małą sensowność stosowania maści też nie dawały mi spokoju, postanowiłam pożegnać się ze sterydami raz na zawsze.
Wykonałam spektakularny skok na głęboką wodę bez instrukcji pływania.
Co teraz?
Zaczęłam szukać.
Najpierw znalazłam Balsam Szostakowskiego – zupełnie nie naturalny, ale z opisów dawał nadzieję.
Trochę działał, ale trochę za mało.

Na skórę próbowałam dotąd już chyba wszystkiego: szara, śmierdząca maść na receptę – nic, kremy, drogie maści, emolienty – żart!, kremy-rękawiczki, które nie dość, że przed niczym nie chroniły, to jeszcze wściekle szczypały – strata pieniędzy.
Naturalne oleje – przelatywały przeze mnie, jak woda. Można było prawie usłyszeć, jak moja skóra je siorbie, a potem nadal było źle.
A ja potrzebowałam osiągnąć niemożliwe: zakleić skórę jak rękawiczką, równocześnie pozwolić jej oddychać, odżywić ją i dać się zagoić oraz nie brudzić kranów, klawiatur i kierownic, co dotąd było chyba największą bolączką.
I tak powstał Beton – maść na bazie najlepszego wosku prosto od szalonego pasiecznika, zimnotłoczonych, ekologicznych olejów i oliwy, których działanie miało się wzajemnie uzupełniać – stworzył niebrudzącą warstewkę, pozwolił się goić.
A potem okazało się, że jest równie świetny do rąk, jak i do ust i stóp 🙂
Jedyny minus to konsystencja zaprawy murarskiej – można go nabrać jedynie wydrapując paznokciem ze słoiczka, ale potem już rozsmarowuje się bez problemów. No, może nie na stoku narciarskim, ale w warunkach codziennego użytkowania bez problemu 😉

Ale wracając do początku tej historii, było to tak: po tym, jak dzięki suplementacji cynkiem odzyskałam powonienie, otworzył się przede mną alternatywny świat wiedzy o funkcjonowaniu ludzkiego ciała. Świat niemal bez obszaru wspólnego ze znaną mi dotąd medycyną, która skupia się na dawaniu ulgi w objawach, nie zaprzątając sobie zbytnio uwagi szukaniem prawdziwych źródeł dolegliwości.
Odkryłam świat wiedzy, która szuka przyczyn i skupia się na nich; całą działkę nauki dotyczącą niedoborów minerałów, witamin i tłuszczów oraz tego, jakie choroby cywilizacyjne są ich objawem.

Od mojego nowego kontrowersyjnego, weterynaryjnego ulubieńca, doktora Wallacha, dowiedziałam się, że objawy astmy i atopowego zapalenia skóry (AZS) wiąże on z niedoborem magnezu, manganu i kwasu GLA. Ponieważ jego informacja na temat roli niedoboru cynku w utracie smaku i węchu tak rewolucyjnie odmieniła mi życie, oczywiście postanowiłam przetestować również i tezę o atopii. Ale – kurczaki! – o ile magnez nie jest problemem, mangan okazał się niemal Świętym Graalem – jeszcze kilka lat temu w polskich sklepach naprawdę nie dało się go zdobyć.
Zaczęłam więc od magnezu, jednak mój niedokwaszony żołądek nie pozwalał mi na szaleństwa z zażywaniem czegokolwiek. Uznałam więc, że skupię się na suplementacji transdermalnej i zaczęłam sobie robić oliwkę magnezową (1:1 soli Epsom z wodą lub jakimś fajnym destylatem – u mnie to zawsze destylat z borowiny 😉 ). Jedno dotknięcie oliwki dało mi jasny przekaz, że jeśli nie chcę wyskoczyć przez okno (sól Epsom jest związkiem siarki, a siarka na ranę daje prawdziwie piekielne doznania) lepiej ją komuś oddam. Skończyło się więc na kąpielach w solach o pełnym spektrum minerałów (kłodawska, różowa) z dodatkiem szklanek soli Epsom. Tyle suplementacji musiało mi na początek wystarczyć.
Jeśli chodzi o sam mangan, to marzenie ściętej głowy. Kupiłam co prawda proszek dla koni, ale koniec końców nie miałam odwagi zastosować go więcej, niż kilka razy. Poza tym i tak było mi po nim okropnie niedobrze, jak z resztą po każdym suplemencie.
Ze wszystkich więc zaleceń Wallacha mogłam skorzystać jedynie z suplementacji kwasu GLA, którego najwięcej jest w oleju z czarnuszki (ze względu na intensywność smaku – nie przejdzie), ale niewiele mniej jest w oleju z wiesiołka (przejdzie). Znalazłam tłocznię, która gwarantuje tłoczenie i przechowywanie w temperaturze poniżej 10 stopni Celsjusza (www.zlotopolskie.pl) i zaczęłam pić łyżkę oleju z wiesiołka rano i wieczorem. Próbowałam też się nim smarować, ale bez efektu. Na początku czwartego tygodnia zażywania oleju, moja krwisto-czerwona skóra zrobiła się nagle różowa. Pamiętam, jak pokazywałam ją fizjoterapeucie i mówiłam, że to wielki sukces 🙂 Po kolejnym tygodniu była już bladoróżowa. A potem zaczęła się goić! Mniej więcej po 2 miesiącach picia tego oleju skórę miałam tak ładną, jak nigdy dotąd, a po trzech miesiącach była całkiem jak nowa! Na tym etapie nasz pediatra, który przy każdej wizycie dyskutował ze mną na temat ‘tej mojej skóry’ zapytał, co takiego sobie zrobiłam 🙂
Ten efekt dla mnie, to jak zdobycie ośmiotysięcznika w zimie tyłem i do góry nogami.
Dostosowałam się do co najwyżej połowy zaleceń Wallacha, a moja skóra i tak się zagoiła! Tak szczerze mówiąc, do dziś nie mogę w to do końca uwierzyć.
Potem już piłam łyżeczkę rano i wieczorem, a na końcu już tylko łyżeczkę. I od tej pory było tak, że gdy widziałam, że skóra zaczyna mi się pogarszać, to miałam sygnał, że od dawna nie piłam oleju w ogóle, bo przecież łatwo przyzwyczaić się do dobrego i zapomnieć o dbaniu o siebie.
A teraz, kiedy postanowiłam się zapuścić, szło mi to naprawdę opornie. Podejrzewam, że gdy odbuduje się ściany komórek nie tak łatwo je już zepsuć. I owszem, nadal robię i stosuję Beton – to najlepsza ‘rękawiczka w kremie’ jaką miałam okazję używać, ale mogę się położyć spać bez żadnego smarowania i obudzić rano bez śladów krwi na pościeli. Niewiarygodne!

A teraz powiem coś bardzo ważnego – mam dwie pary dzieci:
1. Starszaki – normy alergiczne przekroczone o 700%, astmy, atopie, kichanie, reakcje krzyżowe,
2. Maluchy – zero alergii, piękna skóra, żadnych reakcji na nic.
Zastanawiałam się długo, czy było coś, co zrobiłam, że jedne są super alergiczne, a drugie ani trochę. Nigdy nie odżywialiśmy się fatalnie, ale sensowną świadomość zdrowia zaczęłam zyskiwać dopiero po urodzeniu dziecka nr 3. Czy zrobiłam cokolwiek, co mogło pomóc Maluchom?
Długo się zastanawiałam, aż w końcu zrozumiałam, że dokonałam jednej, jedynej zmiany w ciąży z dzieckiem nr 3 – przestałam pić litrami mleko UHT z kartonika, a zaczęłam pić litrami surowe mleko z budki. Nadal piłam około litra mleka dziennie, co wielu uzna za przyczynę wszystkich nieszczęść, a ja się z nimi nie zgodzę. Czy to jednak możliwe, że rodzaj mleka jest przyczyną odpowiedzi autoimmunologicznej, a nie mleko samo w sobie??
Gdy dowiedziałam się, w jaki sposób pasteryzacja UHT niszczy tłuszcze, przestałam mieć wątpliwości. Ultrawysoka temperatura powoduje, że tłuszcze stają się niestabilne. Ponieważ chwiejne wbudowują się w błony komórkowe, a potem prawie natychmiast rozpadają, powodują uszkodzenie komórki i odpowiedź organizmu – stan zapalny. W mleku UHT nie ma też oczywiście enzymów, bakterii i wszystkiego, co pomaga w jego przyswajaniu, więc zamiast krzepić – najnormalniej w świecie truje. I to bardzo. Zrezygnowaliśmy więc ze wszystkich form tłuszczu utwardzonego (margaryn) i toksycznego (rafinowane oleje), o ile to możliwe szukamy ekologicznego masła i olejów. Chcielibyśmy odżywiać się idealnie, w praktyce musi nam wystarczyć rezygnacja z najgorszych trucizn.

W skrócie więc powiem tak: przez większość życia przegrywałam z własną skórą (powodów wysypek może być oczywiście znacznie więcej, np. złe trawienie albo pasożyty), której stan poprawił się diametralnie po uzupełnieniu niedoborów niezbędnych składników odżywczych – piłam zimno tłoczony olej z wiesiołka i kąpałam się w solach i magnezie. Przy okazji już nigdy nie wróciłam do trujących tłuszczów (mleka UHT, margaryny) i oczywiście starałam się odtąd w ogóle unikać toksyn w domu i pożywieniu.
Efekt jest piorunujący i szokująco trwały, dlatego dzielę się tą historią ze wszystkimi biedakami, którzy wciąż się gryzą i drapią.
Jest nadzieja, szukajcie przyczyny, Wasze życie też może być lżejsze!

PS Dostałam pozwolenie na użycie zdjęcia Anastasii, której dłonie wyglądają DOKŁADNIE tak, jak moje przez większość życia. Tzn. moje wyglądały podobnie w stanie ‘normy’ – w okresach pogorszenia zmiany dochodziły poniżej nadgarstków, po obu stronach dłoni rzecz jasna.

Jeśli podejrzewasz, że zły stan żołądka jest przyczyną złego stanu twojej skóry, możesz spróbować go zakwasić prawdziwym, domowym octem

18 thoughts on “Jak wygrałam z atopowym zapaleniem skóry (AZS)

  1. Waldek says:

    Też przetestowałbym te produkty ale piszesz o “Betonie” i oleju z wiesiołka a pod artykułem są soki z malin. Daj namiar te produkty pomagające i dodatki do tego.

    • annabee says:

      Produkujemy naturalny syrop z mega-dawką witaminy C, a przy okazji dzielimy się historiami na temat naszych osobistych potyczek zdrowotnych. Powolutku się rozwijamy, wkrótce w sklepie pojawi się ponad 20 rodzajów octu, a na blogu podpowiedzi, jak można sobie nim poprawić trawienie. Mam szczerą nadzieję, ze po Nowym Roku będą już też w sklepie nasze naturalne dezodoranty z ałunem, a potem kolejne dobre produkty, których nie przestajemy tworzyć. Ten post nie miał być reklamą maści, tylko zlepkiem przemyśleń i odkryć na temat cudownego wylizania się z koszmarnej atopii 😉

  2. Sylwia W says:

    Wow normalnie jestem w szoku. Mnie zmiany na dłoniach, bardzo rzadko w zgięciu łokcia i często na nogach od kostek do kolan pojawiły się ok 4 lat temu (nogi chyba były pierwsze i dużo wcześniej, golenie nie służy;) ). To samo co u Ciebie maści sterydowe były używane w takich ilościach przez dwa lata, e po prostu przestały działać. Kremów, maści i emolientów (zgadzam się – żart!) przeszłam na prawdę bardzo dużo i w sumie żaden nie działał. Pocieszyłam się tym olejkiem ponieważ od pewnego czasu właśnie olejek z czarnuszki jest używany u mnie w domu ze względu na córę i jej problemy z wypróżnianiem. Dla mnie w tym wypadku jest genialny nic tak dobrze nie działało. Ale widzę, że i ja musze go zacząć stosować codziennie dla siebie 🙂 pozdrawiam serdecznie i czekam na “Beton” 😀

    • annabee says:

      Zadziwia mnie odzew do tego posta, nie wiedziałam, że aż tyle osób ma takie problemy ze skórą 🙁 Żeby olej działał leczniczo powinien być chłodny – tłoczony w chłodzie, transportowany w chłodzie i przechowywany w chłodzie, a i tak czas jego świetności, to co najwyżej 3 miesiące. Warto o tym pamiętać, bo chcemy wzmocnić ściany komórkowe najlepszymi możliwie kwasami. Czarnuszka jest ok, choć mi kompletnie nie wchodzi 😉 A na zaparcia świetnie się może sprawdzić duża dawka witaminy C. Mam też raporty o Miód Malinie z MSM, że bardzo pomaga unormować pracę jelit. A o octach i ich wpływie na trawienie będzie już niedługo 😉

    • AnetaB says:

      Czy możesz napisać jak podajecie dziecku olej z czarnuszki na zaparcia. Walczę z zaparciami u dziecka od 2,5 roku,a ma teraz 3.5. Niestety ciagle wracają ….

      • annabee says:

        Nie podawaliśmy dzieciom oleju z czarnuszki i nie mieliśmy problemów z trawieniem, ale myślę, że jeśli zmiana diety i dopajanie nie pomoże, to może warto spróbować wysycić organizm witaminą C? Wiem, że niektórzy tak robią. Procedura byłaby taka sama, jak w przypadku infekcji, np. 1/2 łyżeczki Miód Maliny Witaminy (500 mg wit C) co pół godziny aż do granicy biegunki. To co prawda działanie objawowe, ale może choć na chwilę pomoże?

  3. Mysza says:

    Dzięki za ten wpis!! Trafiłam tu dzięki znajomej i pomyślałam sobie, że może jednak jest dla mnie nadzieja na życie bez sterydów 🙂 Te zdjęcia i opisy to jakbym czytała o sobie… Dokształcam się teraz w kwestii olejów i planuję spróbować, ale dołączam się też do poprzedników: chcę ten Beton! 😉

  4. Kasia says:

    Moje dłonie potrafią wyglądać jeszcze gorzej niż te ze zdjęć. Po przeczytaniu tego wpisu jestem mega zainspirowana. Będę działać! Dziękuję 🙂

    • annabee says:

      Moje dłonie też wyglądały znacznie gorzej. Niech dodatkową inspiracją będzie fakt, że tylko do poziomu ze zdjęć udało mi się teraz doprowadzić 🙂
      Powodzenia!

  5. Anna says:

    Dzień dobry, czy według Pani wiedzy atopia może objawiać się wyłącznie na skórze wewnętrznej części dłoni? Bliska osoba od wielu lat zmaga się z takimi objawami oraz nasilonym świądem po kąpieli. W innych okolicach nie występują zmiany skórne. Pozdrawiam serdecznie.

    • annabee says:

      Oczywiście, nie tylko na dłoniach. Słowo ‘atopia’ to tak samo pojemna diagnoza jak ‘migrena’ – generalnie znaczy tylko, że nie wiadomo, co naprawdę człowiekowi dolega. Objawy zapalne na skórze mogą pojawiać się wszędzie, ale lubią miejsca pod kolanami, na policzkach, w zgięciach, przegubach. Przesuszenie może pojawiać się po kontakcie z detergentem albo nawet samą wodą. Czasem reakcja pojawia się w wyniku kontaktu z własnym potem. U atopika wszystko co podrażnia, podrażnia w ponadprzeciętnym stopniu.
      Co więcej, doktor Wallach pisze, że np. śluzówka jelita wygląda u niego dokładnie tak samo, jak jego skóra. Podejrzewam więc, że tych miejsc z objawami może być jeszcze więcej, niż mogłoby się wydawać.
      Prostym testem, który pokazuje nadwrażliwość, jest pisanie po skórze czymś delikatnym, np. drewnianą szpatułką do badania gardła. Pojawi się wypukły, czerwony kształt i jest to ewidentna pokrzywka. Niewiele taka wiedza zmienia, ale za to można się czasem trochę pobawić 🙂
      Skóra jest tylko objawem – jeśli powodem jest de facto niedożywienie, porządne odżywienie ten powód wyeliminuje.

  6. Burzynskova says:

    Pani Aniu, błagam o pomoc! W jakich proporcjach połączyć wosk z tluszczami?
    Jestem Mamą dziecka z AZS, z potwornie sucha skóra.

  7. Marta says:

    Dołączam do prośby o beton, najlepiej gotowy produkt, albo chociaż przepis. Mój mąż od trzech miesięcy pije olej z wiesiołka i polepszyło mu się w połowie – ma rany tylko na jednej ręce, zamiast na obu – natomiast ta druga ręka nie chce mu się do końca zagoić i przydałoby się go posmarować czymś co zadziała.

    Trzymam kciuki, żeby się szybko udało 🙂

    • annabee says:

      Pani Marto, rejestracja kosmetyków to droga przez mąkę, a Beton to – jak mi się dotąd wydawało – produkt absolutnie niszowy, więc chyba na razie nie będziemy go rejestrować. Jeśli jednak takich próśb będzie więcej, to oczywiście przemyślimy to.
      Jeśli Mężowi poprawiło się po wiesiołku, to bardzo dobry znak. Fakt, że poprawiło się niecałkowicie może wskazywać na problemy z przyswajaniem (wysokie pH żołądka, jelita w stanie zapalnym, przeciążona wątroba -> niedobory minerałów, zwłaszcza magnezu i witamin.
      Żeby uzupełnić magnez, minerały w ogóle, trochę się oczyścić omijając potencjalnie nieefektywny żołądek my stosujemy kąpiele (sól kłodawska, epsom, boraks, soda oczyszczona, olejki, woda utleniona, jod). Oczyszczenie wątroby to temat sam w sobie i dojdę do niego na blogu, ale warto zacząć czytać – wątroba jest ściśle powiązana ze skórą. Do szybkiego detoksu niektórzy chwalą bardzo saunę, ale pot na uszkodzonej skórze niekoniecznie zostanie przyjęty z radością 😉 Może jednak kąpiele w gorących źródłach, solankach siarczkowych (słyszałam ostatnio, że w Malinowym Dworze w Świeradowie takie solanki mają wysoką skuteczność).
      Oczywiście, sama zmiana diety na żywą i niepowodującą stanów zapalnych może pomóc we wszystkich objawach (nieprzetworzone, bez trutek, z żywymi bakteriami, enzymami, itd.).
      No i oczywiście, jeśli osłabiony, niedożywiony organizm przegrywa z toksynami pasożytów, też mu nie będzie łatwo.
      Beton jest fajny jako bariera od zewnątrz, jednak prawdziwe leczenie przeprowadza organizm i potrzebuje do tego cegiełek.
      Ja też trzymam za Was kciuki i będę wdzięczna za raport za jakiś czas!

  8. tonieja says:

    Rozumiem, że zachwalany Beton nie jest w sprzedaży i jak domyślam się receptura jest tajemnicą?
    Szkoda bo taki produkt bardzo pragnęłabym mieć w związku z problemami skórnymi ):

    • annabee says:

      Zachwalany jest PRZEDE WSZYSTKIM kwas GLA w postaci oleju z wiesiołka. To on odmienił moje życie kompletnie i to on pozwolił mojej skórze naprawdę się wyleczyć. Beton to tylko trochę wosku i olejów jako bariera fizyczna – fajny, ale niefundamentalny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o dostępności. Poinformujemy Cię kiedy produkt znajdzie się w magazynie. W tym celu wpisz właściwy adres e-mail.
E-mail Ilość Nie udostępnimy Twojego adresu nikomu innemu.