Na półkach sklepowych można znaleźć różne octy winne, ale nie wiem, czy kiedykolwiek zobaczyłam na nich prawdziwy, niepasteryzowany ocet domowy. A taki jest najzdrowszy.
Co komu po occie, zapasteryzowanym na śmierć, w którym zabito całe życie? 

Mam fisia na punkcie połykanego życia (bakterie, enzymy), ale też i mikro- i makroelementów, ze względu na powszechne niedobory, które skutkują tzw. chorobami cywilizacyjnymi.
Z tego fisia wyniknęła idea octu domowego, który miałby tych super-przyswajalnych minerałów znacznie więcej, niż ocet zwykły – idea polegająca na fermentacji przy użyciu surowego miodu, nie rafinowanego cukru. Niby nic oryginalnego, jednak z takim octem nie spotkałam się dotąd nigdzie. Mamy więc tradycyjnie minerały z owoców i jeszcze dodatkowo z miodu – czy może być lepiej? 
No może, gdy fermentację przeprowadzimy dwukrotnie, albo czasem wielokrotnie – wtedy zawartość składników wsadu mnoży się z każdą kolejną fermentacją.

Sama fermentacja trwa długo, wszystko odbywa się naturalnie, bez poganiania, na wodzie mineralnej, nie chlorowanej kranówce, oraz owocach i ziołach, które mamy albo ze swojego ogródka albo od sąsiadów. Składniki są super czyste, choć bez certyfikatów, co przy tak krótkich partiach byłoby kompletnie nieopłacalne.

Nasze octy dzielą się więc z grubsza na fermentowane jednokrotnie i dwukrotnie. 
Wielokrotna fermentacja polega na tym, że na gotowym occie nastawiam nowy ocet i w efekcie otrzymuję dwukrotnie większą koncentrację składników odżywczych, no i tych wszystkich moich ulubionych dobroczynnych bakterii, enzymów i pierwiastków śladowych. Poza tym, są szlachetniejsze w smaku i wyraźnie mocniejsze, jeśli więc ktoś ich używa do zakwaszania żołądka, to butelka starczy mu na znacznie dłużej.

Powstałe octy są tak fantastycznej jakości, że osobiście używam ich tylko w celach spożywczo-zdrowotnych (zakwaszanie żołądka, codzienny izotonik z Miód Maliną Witaminą MSM, sosy do sałaty, marynaty do mięs), ale nadadzą się też świetnie na tonik do twarzy (1:1 z wodą) czy odżywkę do rozczesywania włosów w sprayu, itd.

Octy są nie do końca powtarzalne, ponieważ robię je z tego, co akurat mam czyste pod ręką – winogrona i lawenda od dziadków z ogródka, dziewicze, niepryskane papierówki i czereśnie od naszej sąsiadki, czarny bez od drugiej sąsiadki, jabłka ze wsi odległej, zioła z mojego własnego trawnika, itd. 
Inne owoce kupuję ekologiczne, jak cytryny z Sycylii od Incampagna.pl, upieram się też zawsze na ekologiczny imbir nie-chiński, itd.
Zapasy więc są nierówne i powoli się kończą, jak np. w tym roku lawenda, graviola czy czarny bez.

W poście
o problemach trawiennych napisałam już co nieco, ale powtórzę – generalnie jeśli ktoś nigdy nie pił octu, a chciałby zacząć, to powinien zacząć od małych ilości, typu łyżeczka na pół szklanki wody, żeby nie podrażnić żołądka, ale generalnie kierować się smakiem – niektórzy wolą bardziej kwaśne, inni mniej.

Ja kocham ocet porzeczkowy, krwawnikowy, malinowy, bo jabłkowy znudził mi się wieki temu, są jednak tacy, którzy piją tylko jabłkowy i nic im nie przeszkadza. Dla nich zrobiłam ocet z papierówek, bo jest niby zwykły jabłkowy, a jednak niezwykły 😉 

Oczywiście, wsad owocowy ma znaczenie, ponieważ pewne wartości biochemicznych owoców są zachowane, co widać po kolorze, aromacie i smaku – bakterie przejadają cukier, a duża część reszty zostaje, dlatego niektórzy stosują czarny bez na wzmocnienie, cytrynę-imbir przy przeziębieniu, itd.

Pokrótce rozróżnijmy więc dostępne w tej chwili rodzaje octu.

OCTY JEDNOKROTNIE FERMENTOWANE:

1. Ocet malinowy z sokiem z owoców bzu czarnego – owoce czarnego bzu, od wieków wykorzystywane w medycynie ludowej, znane są ze swoich właściwości przeciwzapalnych, napotnych, moczopędnych i przeciwbólowych, oczyszczających krew i wspomagających usuwanie toksyn z organizmu. Rosną dziko na granicy naszej działki. Zostały zebrane w upalny dzień, wyciśnięte i wciśnięte wraz z malinami do słoja 🙂 Sok ma taką przewagę nad całymi owocami, że nie powoduje problemów gastrycznych.

2. Ocet malinowy z odrobiną jabłek z ogrodu – ocet mieszany, ale tylko odrobinę, głównie malinowy z odrobiną jabłek, które zerwaliśmy u rodziny na wsi.

3. Ocet z papierówek – ileż można pić choćby najlepszy ocet jabłkowy? Z zainteresowaniem patrzyłam na ogromne drzewo pełne zielonych papierówek daleko za płotem, gdy pojawiła się pani sąsiadka i zapytała, czy chcę kilka wiader. Myślałam, że wyjdę z siebie! Ocet papierówkowy jest delikatniejszy od zwykłego jabłkowego, a pozostawione samym sobie jabłonie dają najlepsze owoce. Świetna alternatywa dla tych, którzy ocet jabłkowy lubią, ale poszukują odmiany.

4. Ocet z jabłek + mix winogron – połączenie dzikich jabłek ze wsi i winogron białych, różowych i ciemnych od dziadka. Winogrona zawierają całą masę antyoksydantów, doskonale wzbogacają więc jabłkowy klasyk o właściwości przeciwzapalne.

5. Ocet jabłkowo-krwawnikowy – jeden z moich ulubieńszych rodzajów octu. Niepozorne, drobne, białe kwiatki krwawnika, rosnące dziko na naszym nietkniętym chemią trawniku, fascynują mnie swoją zdolnością do transformacji – nigdy, przenigdy nie spodziewałabym się, że ocet z ich dodatkiem zyska takiej szlachetności smaku. Przemieniają go jak brzydkie kaczątko. A przy okazji krwawnik stosowano od starożytności przeciwzapalnie w chorobie wrzodowej, do pobudzenia trawienia oraz wydzielania żółci, nadaje się więc doskonale do uzupełnienia procesów odtruwania przewodu pokarmowego, oczyszczania wątroby, itd.
Ze względu na działanie łagodzące stany zapalne skóry może być stosowany jako składnik toników oczyszczających i odkażających na skórę, tylko najlepiej go najpierw nieco rozcieńczyć.

6. Ocet z ciemnych winogron – z całym autorytetem człowieka, który w ogóle nie pije wina stwierdzam, że ten ocet najbardziej przypomina wino ze wszystkich octów – w tej formie nawet ja mogę udawać alkoholika 🙂 Pyszny, naprawdę pyszny. Winogrona, rzecz jasna, z ogródka dziadka. Niepryskane, same sobie rosły i dojrzewały na słoneczku.

7. Ocet z czerwonej porzeczki – ten ocet to coś niesamowitego – oto w butelce zamknięty jest żywy kolor i smak czerwonej porzeczki, a gdy, wbrew przestrogom, postanawiam go powąchać mam wrażenie, że stoję obok krzaka obsypanego czerwonymi owocami. Użyte owoce pochodzą ze słynnych z uprawy winorośli Wzgórz Trzebnickich. Lato wracaj!

8. Ocet z jabłek, malin i gravioli – ekologiczna pulpa z gravioli z amazońskiej dżungli nie posmakowała mi jakoś szczególnie, ale genialnie wzmocniła ocet jabłkowo-malinowy o swoje słynne właściwości przeciwnowotworowe. Niektórzy twierdzą, że graviola pomaga również przetrwać chemioterapię i zniwelować jej skutki uboczne. Tego nie wiem, zakładam jednak, że jest napakowana przeciwzapalnym dobrem, a tego nigdy nie mamy w nadmiarze. Pachnie słodko, jak cukierek, kto więc nie wolno jeść cukru, może się pozaciągać nad butelką 🙂

9. Ocet lawendowy – ten ocet był dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Nie lubię zapachu lawendy, więc gdy babcia przyniosła mi do domu naręcze kwiatów, wyraziłam swoje niezadowolenie z powodu ‘tego smrodu’. Nastawiłam jednak z nich ocet i… zakochałam się. Ocet lawendowy w niesamowity sposób zachowuje zapach lawendy i jest jedynym octem, który szkoda mi pić, choć zapewne byłby niezły na ukojenie nerwów. Robię jednak z niego tonik do twarzy (1:1 z destylatem borowinowym) oraz spray/odżywkę do rozczesywania włosów. Zaznaczę jednak, że włosy najlepiej spryskać po myciu, ale przed wysuszeniem, inaczej octowy zapach nie zechce się zbyt szybko ulotnić, co nie każdy lubi. W przypadku jednak długowłosych blondynek wyprawianych bladym świtem do szkoły – w ogóle się tym nie przejmuję tylko pryskam i rozczesuję, pryskam i rozczesuję, pryskam….

10. Ocet z ciemnych winogron, ekologicznych malin i jabłek – kolejna odsłona mieszanki wino-podobnej, tym razem z eko-malinami i jabłkami z dzikiej jabłoni. Jak widać po ciemnoczerwonym kolorze mieszanka jest pełna bioflawonoidów i antyoksydantów. 

11. Ocet czereśniowy – absolutny eksperyment i absolutne zaskoczenie – pachnie i smakuje świeżymi czereśniami! Oczywiście owoce pochodzą z naszej ogromnej czereśni, która co roku obdarza nas hojnie, choć krótko, wiadrami dobra.

12. Ocet detoks: mniszek, kombucha, lilak – fermentowane owoce bzu (lilaka) zaparzone w formie herbatki to bomba w detoksie wątroby, do tego odtruwające kwiaty mniszka lekarskiego z naszego trawnika i pełna życia kombucha… jeśli nie dla smaku, to dla zdrowia. A w oxymelu nikt nie poczuje niedociągnięć olfaktorycznych 😉

….i jeszcze kilka rodzajów pojawi się w sklepie wkrótce 😉


OCTY WIELOKROTNIE FERMENTOWANE:

1. Ocet cytrynowo-imbirowy – ocet z ekologicznych cytryn prosto z Sycylii oraz nie-chińskiego eko-imbiru. Niektórzy kochają, niektórzy nie kochają, ale większość wybiera ze względu na synergistyczne działanie cytryn i imbiru na odporność. Doskonały jako baza jesiennego i przednówkowego oxymelu, niezły przy dietach odchudzających 😉

2. Ocet z ekologicznych malin i cytryn – bardzo przyjemny w smaku, bardzo popularny, więc właśnie się kończy. Ale nie martwcie się, na Sycylii cytryny są w pełni owocowania, niedługo nastawimy nowy i za kilka miesięcy uzupełnimy zapasy 😉

3. Ocet z ekologicznej czarnej porzeczki – ten ocet z czarnej porzeczki fermentowałam czterokrotnie, jest więc naprawdę BARDZO MOCNY. W ostatniej fermentacji dodałam odrobinę naszych słynnych papierówek, które złamały go lekką słodyczą. Nie jest to jednak ocet słodki, daleko mu do tego. Jest bardzo intensywnie porzeczkowy i bardzo bogaty we wszystko, co w porzeczkach dobre – wystarcza mi jedna łyżeczka na szklankę mojego codziennego izotoniku.

4. Macerat lawendy na occie z mniszka, kombuchy i lilaka – detoksykujący ocet mniszek+kombucha+fermentowany lilak nie jest może królem smaku i zapachu, ale ma szansę nieźle wspomagać wątrobę w odtruwaniu. Macerat lawendy natomiast nadaje się świetnie do toników oczyszczających skórę, zwłaszcza trądzikową, choć ja oczywiście stosuję również na włosy 😉 

5. Ocet z eko-maliny – malina fermentowana na malinie? Czemu nie! Dzięki temu powstał intensywnie malinowy, bardzo ciemny i bogaty w bioflawonoidy ocet. 

Wśród octów dwukrotnie fermentowanych pojawi się wkrótce też ocet papierówkowo-aloesowy, którym wspomagać będę śluzówkę swojego niedokwaszonego żołądka w regeneracji. Spróbuję upolować i dodać do niego geranium. A co!

A nasze prawdziwe octy domowe kupisz tutaj

Nowość!
Klasyczny
Wątroba
Smak lata
25,00 
Boski!
25,00 
Bioflawonoidy

8 thoughts on “Prawdziwy ocet domowy – lato zamknięte na (prawie)wieczność

    • annabee says:

      Oczywiście, warto podpytać lekarza, ale nie sądzę, że istnieją większe przeciwwskazania do picia octu, co do picia soku z kiszonej kapusty. Należy go rozcieńczyć, nie należy przekraczać 2 łyżek dziennie, ale tak poza tym, to probiotyk w postaci słabego kwasu. Jeśli nie piła Pani dotąd żadnego octu, poleciłabym Pani jakiś łagodny, jednokrotny, np. z papierówek, czerwonej porzeczki, czereśni czy malin eko. Powinny być dobre na początek.

  1. Ewa Kamińska says:

    W jaki sposób najlepiej pić ocet (pora dnia, na czczo/po jedzeniu, sposób przygotowania)? Jestem mamą karmiącą piersią i nie piłam wcześniej octu.

    • annabee says:

      Pani Ewo, moje podchody opisałam tutaj jhttps://anna-bee.com/blog/ukryte-problemy-z-trawieniem-czyli-na-co-komu-ocet/ 🙂
      Generalnie należy zaczynać powoli i ostrożnie, od niskich stężeń i kierując się reakcją żołądka. Mocno niedokwaszony żołądek będzie na początku bardzo cierpiał, zdrowy żołądek może nawet nie zauważyć. Jeśli chcemy obniżyć pH soków żołądkowych w celu lepszego trawienia, największy sens ma picie octu przed posiłkiem, tak ze 20-30 minut.

      Proszę też przy okazji przeczytać o tym, jaka witamina C jest ważna w ciąży i karmieniu, to super ważne: https://anna-bee.com/blog/raport-klennera-witamina-c-w-planowaniu-i-przebiegu-ciazy/

  2. Ewa Kamińska says:

    Dziękuję serdecznie za szybką odpowiedź! 🙂

    Miód-malinę-witaminę już zakupiłam (razem z octem) i zaczęłam się nim kurować. 🙂

    • annabee says:

      Ocet jest właściwie wieczny, więc może stać latami w temperaturze pokojowej, co najwyżej zacznie na nim rosnąć matka, którą można wyciągnąć i pożreć, zanim ona pożre nam cenny płyn 😀
      Co do Miód Maliny, otwarcie lub nieotwarcie nie ma znaczenia, bo syrop jest surowy i żywy. Dajemy mu 3 miesiące od dnia produkcji i po tym czasie nadal nadaje się do spożycia, ale powoli traci bioflawonoidy, a bakterie mlekowe się mnożą i mogą zorganizować wycieczkę z butelki 🙂 Przechowujemy go w lodówce od dnia zakupu, nawet jeśli jest nieotwarty.
      Polecam wpis: https://anna-bee.com/blog/jak-przedluzyc-waznosc-miod-maliny-witaminy/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powiadom o dostępności. Poinformujemy Cię kiedy produkt znajdzie się w magazynie. W tym celu wpisz właściwy adres e-mail.
E-mail Ilość Nie udostępnimy Twojego adresu nikomu innemu.