terapie antynowotworoweInformacja, że autyzm nie jest chorobą genetyczną, z którą nic nie można zrobić oraz że rak ma konkretne przyczyny i można go leczyć inaczej, niż tylko cięciem, truciem i promieniowaniem postawiła mi lata temu obraz świata dosłownie na głowie.
To będzie więc pierwszy wpis, który nie wynika z moich osobistych doświadczeń. Składają się jednak na niego lata czytania, obserwowania i słuchania historii ludzi, którzy z nowotworów wyleczyli się mniej lub bardziej naturalnie. Oraz tych, którzy się nie wyleczyli.

Gdy byłam jeszcze w podstawówce, słowo ‘rak’ wypowiadano szeptem i na tyle rzadko, że wzbudzało falę dreszczy po plecach. Dzisiaj nie ma tygodnia, żebym nie odpowiadała na prośbę o radę, bo ktoś ma raka i to są ludzie coraz młodsi. Ba, dzisiaj nawet dzieci rodzą się z guzami! Rzecz absolutnie niepojęta.
Nie można nie dostrzec, że coś się zmieniło w ciągu niecałego pokolenia. Na początku XXI wieku rak to plaga, która nie omija nikogo.

Chcę, żeby ten post dawał nadzieję i wskazywał możliwe kierunki. Absolutnie nie należy wyruszać w każdym z nich równocześnie, ale wybrać to, co realne i możliwe do zastosowania w danych okolicznościach.

Rak to znak

Chris Wark, który w wieku 26 lat wyleczył się z nowotworu jelita grubego bez chemioterapii i radioterapii, powiada, że diagnoza ‘nowotwór’ to informacja od organizmu, że to co robisz obecnie jest dla ciebie zabójcze.

Twój styl życia zabija cię.

Na pierwszy rzut wygląda jak oskarżenie, ale po chwili namysłu może okazać się niezwykle uwalniające.
Bo poczucie sprawczości działa w dwie strony, tzn. owszem, może przez chwilę wpędzić poczucie winy, ale równocześnie pokaże, że korygując zachowanie, można sytuację odmienić. Dać sobie szansę. Czegoś spróbować.
Takiego poczucia nie dają diagnozy onkologów, pt. ‘to genetyczne’, ‘nic nie można zrobić’, ‘natychmiast na oddział, a potem chemioterapia’ oraz ‘ma pan 3 miesiące’.
Ja osobiście wolałabym wiedzieć, że coś robię źle i spróbować to naprawić, niż zostać zapędzona do kąta bezsilności i zdania na łaskę wszelkiej maści szpitalnych specjalistów.
Rak nie jest infekcją, nie pochodzi z zewnątrz, wytworzony został przez nasz własny organizm.
Komórki rakowe są normalne, guzy już nie.
Uszkodzone komórki powinny były albo się naprawić albo umrzeć i zostać wydalone przez układ odpornościowy.
Te jednak które się zmutowały i zaczęły mnożyć bez opamiętania, w efekcie tworząc guzy świadczą o tym, że ten układ działa niewydolnie. Z czymś sobie nie radzi.

Dlatego gdybym otrzymała diagnozę ‘nowotwór’ miałabym w głowie 4 główne potrzeby mojego organizmu, które z pewnością zaniedbałam w taki lub inny sposób.
Uznałabym, że w trybie natychmiastowym potrzebuję się:
1. odtruć
2. nakarmić
3. dotlenienić
4. wyciszyć (sen, odpoczynek fizyczny, pogodzenie z rodziną, wybaczenie, pogodzenie z Bogiem)
wtedy można go odciążyć i wyposażyć we wszystko, co niezbędne do samonaprawy, a na każdą z tych potrzeb są setki sposobów.

I to wszystko w trybie turbo – tzn. osoba zdrowa może sobie pozwolić na potknięcia tu i tam, i wyjątki od stuprocentowej prozdrowotności. Osoba chora musi agresywnie (z głową) zmienić cały swój tryb życia, dietę, relacje, duchowość…

Czym jest rak?

Komórki nowotworowe, czyli takie, którym wyłącza się apoptoza (okres ważności), więc próbują żyć wiecznie i mnożyć się w nieskończoność, tworzą się w każdym organizmie cały czas. Wszyscy je mamy, codziennie. Do tego jednak służy układ odpornościowy, żeby te wadliwe komórki namierzać i eliminować. Kiedy ten układ jest zbyt obciążony np. próbą eliminacji zalewających go toksyn lub jest niewydolny, bo np. organizm ma poważne niedobory składników odżywczych, wtedy wadliwe komórki zaczynają się namnażać, a człowiek zaczyna nierówną walkę.

Jak powtarza dr Tennpenny choroba to albo niedobór albo nadmiar, albo połączenie tych dwóch stanów. Zazwyczaj ma na myśli nadmiar toksyn, w tym również toksycznych relacji i myśli, a niedobór składników pokarmowych, zwłaszcza mikroelementów niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu na każdym poziomie.

Podstawowa zasada zwalczania jakiejkolwiek choroby, ale raka przede wszystkim jest taka, że należy zwalczać ją szybciej, niż ona zwalcza chorującego. Nie zawsze więc się uda, nie zawsze zadziała się wystarczająco agresywnie, nie zawsze zrobi się to, co jest niezbędne, nie zawsze jest jeszcze czas. Czasem jest po prostu za późno, żeby cokolwiek zdziałać, bo organizm jest już za bardzo zniszczony. Trzeba więc spróbować jak najprecyzyjniej określić źródło problemu (np. toksyny) i eliminować je w równocześnie ze wspieraniem organizmu w samoleczeniu.

Dla medycyny klasycznej nowotwór jest zjawiskiem linearnym – odkryty guz może tylko rosnąć.
Istnieje jednak przecież zjawisko spontanicznej remisji, gdy guzy znikają, a chory powraca do zdrowia.
Ja wolałaby wiedzieć, że takiej remisji mogę całkiem niespontanicznie pomóc 😉

Epigenetyka

Jest jeszcze niezwykle w sumie pocieszająca kwestia epigenetyki, czyli ekspresji genów.
Sam temat jest jak studnia bez dna, ale absolutnie fascynujący, wiec szczerze polecam choćby lekkie wgryzienie się.
Można odkryć np. że w zależności od warunków geny można ‘włączać’ i ‘wyłączać’, że w większości nie jesteśmy skazani na to, co jest w nich uszkodzone. Że w zależności od trybu życia jedne osoby z uszkodzonym genem zapadają np. na raka, a inne zupełnie nie.
Pamiętacie Erin Brockovich? Nawet w Hinckley nie wszyscy zachorowali, choć zdecydowanie ekspozycja na toksyczny chrom w wodzie przyczyniła się do raka w znaczącej części populacji okolicy elektrowni. Czy wobec tego oni wszyscy mieli ten sam uszkodzony gen? Nie. Wszyscy byli wystawieni na wieloletnie działanie trucizn i poważna część z nich nie poradziła sobie.
Niektórzy naukowcy dowodzą, że co najwyżej 5% nowotworów jest genetyczna w naturze, jednak uszkodzony gen wcale nie skazuje człowieka na zachorowanie, dlatego tak bolą mnie informacje o np. wycinaniu piersi zdrowym kobietom ‘na wszelki wypadek’. Bliźnięta mają podwyższone ryzyko zapadnięcia na ten sam rodzaj nowotworu, które mogą wyraźnie zmniejszyć poprzez zmianę stylu życia.
A więc wybory życiowe mają znaczenie. Suma drobnych działań kumulowanych przez lata może w efekcie tworzyć teren gościnny dla chorób lub nie.

Jak myślisz, skąd ten rak?

Warto na spokojnie przyjrzeć się swojemu życiu i nawykom – wiele osób opowiada, że prawie od razu wiedziały, co choć w części przyczyniło się do ich choroby (stres, papierosy, metale ciężkie, toksyczne opary z opryskiwanego pola, brudna woda, telefon noszony wiecznie w kieszeni spodni, długie rozmowy przez słuchawkę Bluetooth, chowanie urazy przez lata, itd.)
Przekonanie, że rak jest przypadkowy, związuje nam ręce i stawia w pozycji ofiary zdanej na łaskę onkologii.
Ja wolałabym usiąść i posłuchać intuicji.
Zapytać siebie, czy chcę żyć.
Bo jeśli byłabym gotowa na śmierć, chciałabym wykorzystać ostatnie dni jak najlepiej to możliwe.
Jeśli jednak byłabym gotowa na wzięcie odpowiedzialności za mój obecny stan i walkę o jego polepszenie, wymagałoby to całkowitego poświęcenia, bez cienia wymówki.
W poważnym stanie tylko poważne działania mogą przynieść poważne rezultaty.

Pamiętaj: nie ma pojedynczej rzeczy (może poza klasycznym cudem), która wyleczy cię z raka. Jeśli chcesz wyzdrowieć, czekają cię co najmniej 2 lata intensywnej walki o wprowadzanie kolejnych zmian w stylu życia.
Niektórzy twierdzą, że wszystkie komórki naszego wymieniane są całkowicie co 7 lat, inni że jeszcze częściej. Tak czy inaczej z każdym kolejnym dniem możemy albo z premedytacją budować nowe, zdrowe ciało albo je przez zaniedbanie coraz bardziej niszczyć.
Jeszcze raz powtórzę – nie wolno ignorować siły sumy drobnych działań. Tych złych i tych dobrych.

Co więc nas truje?

  • woda – nikt nie bada uzdatnianej wody wodociągowej na obecność pestycydów spływających z pól do rzek, czy hormony z tabletek antykoncepcyjnych oraz masę innych szkodliwych substancji, chociażby Domestosa i żelu do zmywarki (!),
  • powietrze – zanieczyszczone dymem papierosowym, ciężkim smogiem, wyziewami z fabryki, itd.,
  • wysokoprzetworzone, zabite na śmierć jedzenie – biały cukier, biała mąka, rafinowany olej, tłuszcze trans w ogóle, farbki spożywcze, konserwanty, żywność GMO, fast foody, napoje gazowane, słodziki typu aspartam, czyli większość produktów stworzonych w fabryce przy uwzględnieniu zasady ‘im dłuższa ważność na półce, tym krótsze życie spożywającego’,
  • spalony tłuszcz zwierzęcy – nierzadkie są przypadku raka płuc u niepalących, ale często stojących nad grillem i wdychającym opary,
  • spożywany plastik – czy to z butelek z wodą, wyściółki kartoników, puszek aluminiowych, przyborów kuchennych z czarnego plastiku, itd…
  • pasożyty – Hulda Clark twierdziła wręcz, że za każdym nowotworem czai się jakiś robak lub pleśń,
  • metale ciężkie – obecne w wodzie morskiej (ryby!), wodzie deszczowej, warzywach, garnkach, puszkach z jedzeniem; implantach,
  • amalgamaty – srebrne plomby składające się w 50% z rtęci, które w sposób stały uwalniają do organizmu może i śladowe, ale absolutnie niepomijalne ilości rtęci, która trafia do mózgu, węzłów chłonnych, itd.
  • zainfekowane zęby, zwłaszcza leczone kanałowo – wielu naturopeutów twierdzi, że nie mają żadnych efektów leczenia dopóki wszystkie amalgamaty i zęby leczone kanałowo nie zostaną bezpiecznie usunięte,
  • pestycydy, herbicydy, fungicydy – po ostatnich wyrokach przeciw Monsanto już chyba nikt nie twierdzi, że Roundup jest nieszkodliwy,
  • chemia domowa – proszki do prania, płyny do płukania (tkaninami otoczeni jesteśmy 24/7), płyny do podłóg, spraye typu Pronto (po co to komu???); środki na komary,
  • produkty higieniczne – tampony, podpaski, ale i Pampersy to cała tablica Mendelejewa,
  • kosmetyki – przez skórę przenika wgłąb ciała 40-60% składników, jeśli więc nakładamy na nią codziennie kilka lub kilkanaście różnych produktów, a każdy z nich zawiera toksyny, to… lepiej nauczyć się czytać składy,
  • perfumy – często zawierają nieokreślone składniki opisane jedynie jako ‘parfum’ oraz naprawdę paskudne konserwanty,
  • antyperspiranty – ośmieszanie ich przez onkologów jest o tyle niezrozumiałe, że ewidentnie zaburzają proces detoksyfikacji węzłów chłonnych, a już samo odstawienie ich powoduje niespotykane problemy, o których piszę w poście https://anna-bee.com/blog/jak-sie-przestawic-na-naturalny-dezodorant/
  • leki – wiele z nich obciąża wątrobę, a tym samym upośledza możliwości organizmu w procesie oczyszczania się z toksyn, a niektóre z nich, jak choćby sztuczne hormony oficjalnie zwiększają ryzyko powstawania niektórych nowotworów – trzeba czytać ulotki!,
  • wyposażenie domu, farby, opary ze sklejki, lakierów, formaldehyd unoszący się z nowej wykładziny nawet przez 2 lata od produkcji; patelnie i garnki,
  • toksyczne opary klejów i plastiku w nowych samochodach (są bogaci ludzie, którzy kupują tylko samochody z drugiej ręki, bo fabryczne smrody powodują u nich nieznośne migreny); najlepiej też nie spać nad garażem,
  • produkty na bazie ropy naftowej, a zwłaszcza świeczki – jeśli świeczki, to tylko z prawdziwego, pszczelego wosku,
  • pole elektromagnetyczne o nieodpowiednim natężeniu i sile – np. im bliżej nadajnika GSM, tym wyższe ryzyko pewnych form raka, tak samo dotyczy również telefonu noszonego blisko ciała zwłaszcza w trakcie rozmowy i korzystania z Wi-Fi, NIEDOPUSZCZALNE jest spanie z włączonym telefonem przy łóżku!
  • promieniowanie jonizujące – nie tylko po wybuchu elektrowni atomowej, ale i w wyniku zbyt częstej ekspozycji na promienie RTG (zwłaszcza w podczas mammografii i tomografii komputerowej, która w zależności od badanego obszaru może składać się nawet z kilkuset prześwietleń rentgenowskich na raz),
  • chroniczny stres – złe relacje, lęk, odrzucenie są bezdyskusyjną przyczyną wielu chorób psychosomatycznych i rak nie jest tu żadnym wyjątkiem,
  • brak ruchu – zastoje limfy kumulują toksyny.

 

WAŻNE! Jeśli w domu zdiagnozowano raka u więcej niż jednej osoby, warto się rozejrzeć za źródłem toksyn w domu, okolicy lub oczywiście diecie domowników, ale jeśli truje was sam budynek lub jego lokalizacja (np. przy fabryce, linii wysokiego napięcia, nadajniku GSM, itd.) może się okazać, że najzdrowiej będzie się wyprowadzić.

Im skuteczniej i im szybciej uda się zmniejszyć lub wyeliminować źródła toksyczności z powyższej listy (która bynajmniej nie jest kompletna), tym szybciej zwiększy się swoje szanse na wyleczenie.
I oczywiście, dla ludzi którzy są zdrowi i nie chcą zachorować – im mniej z listy powyżej w naszym codziennym życiu, tym większe szanse na utrzymanie się w dobrej kondycji.

Zdrowy styl życia + ograniczenie napływu toksyn = minimalizacja ryzyka nowotworu

Jakie niedobory uzupełnić w pierwszej kolejności?

  • witaminę C – nie bez powodu wszyscy o niej słyszeli w tym kontekście, duże dawki działają silnie antyoksydacyjnie, odtruwają i dotleniają (najskuteczniejsze jest połączenie wlewów dożylnych z suplementacją dostną); osoby w zaawansowanych stanach potrafią zażywać 100 gramów kwasu askorbinowego dziennie bez najmniejszych objawów wysycenia, tak wielką walkę wewnętrzną toczą, tak wielkie mają potrzeby i niedobory;
  • B17 (amigdalinę) – obecna w pestkach, zwłaszcza gorzkich moreli (Świat bez raka),
  • selen – silny antyoksydant, opisywany przez dr Joela Wallacha jako absolutny pewnik niedoborowy u pacjentów nowotworowych,
  • wit D – zbyt niski poziom zwiększa ryzyko raka,
  • jod – częsty niedobór przy nowotworach organów, które zużywają go najwięcej, czyli macicy, piersi, żołądka, prostaty i tarczycy, zawsze łączymy go z selenem i solą (np. wg procedury dr Brownsteina);
  • german – podawany zawsze przez Wallacha również, nie wiem, czy da się kupić, ale jeśli czegoś się nie da, to zawsze szukam w sklepach dla koni – podnosi liczbę przeciwciał T, limfocytów B i wzmacnia produkcję interferonu,
  • witaminę E – silny antyoksydant,
  • pełne spektrum pierwiastków śladowych – najlepiej w dobrze przyswajalnej formie koloidu,
  • chlorofil – warzywa o zielonych liściach, wodorosty,
  • dobre, świeże tłuszcze – np. dieta dr Budwig opiera się na oleju lnianym,
  • bakterie i enzymy z żywego, ‘prawdziwego jedzenia’ – kiszonki, octy, jogurty,
  • owoce o właściwościach przeciwrakowych, typu graviola,
  • warto rozważyć zioła – lokalne i odległe typu mieszanka Essiac,
  • warto włączyć do diety adaptogeny (kurkuma, cynamon; grzyby typu reishi, soplówka jeżowata),
  • wielką korzyść może przynieść też uzupełnienie poziomu kanabinoidów (oleje lub pasty CBD).

Z premedytacją nie podaję tu żadnych dawek – suplementację powinien poprowadzić ktoś, kto najpierw zleci sensowne badania, a potem będzie potrafił je sensownie zinterpretować i zalecić konkretne suplementy.

Przede wszystkim jednak należy się nakarmić, wręcz przekarmić prawdziwym jedzeniem, nie z fabryki, tylko z dobrej, czystej ziemi i słońca.
Poglądy na dietę są różne, są też różne typy metaboliczne – nie każdy będzie się miał dobrze bez węglowodanów, nie każdy będzie zdrowiał bez mięsa, a nie każdy bez nabiału – ja osobiście uważam, że trzeba przede wszystkim pozbyć się wszystkich składników trujących i słuchać swojego organizmu albo zastosować do konkretnej diety, typu Budwig, Gerson, obserwować i ewentualnie modyfikować. Genialnie byłoby być pod opieką kogoś kto zna się na rzeczy.

Jak się odtruć i dotlenić?

  • uczciwe nawodnienie organizmu – czysta woda z mikroelementami albo szczyptą prawdziwej soli (kłodawskiej, różowej) – bez wody nie ma oczyszczania,
  • spacery na słońcu (D3), w lesie (jony, kojący szum), nad morzem (jod i szum i D3 🙂 )
  • głębokie oddychanie – to zabawne, że musimy się uczyć poprawnie oddychać, ale są na to specjalnie techniki, które warto poznać (np. The Wim Hof Method),
  • zielone soki – świeżo wyciskane z zielonych warzyw liściastych, fantastyczną prasę ma np. sok z selera naciowego promowany przez Medical Medium,
  • chlorella, wodorosty morskie (kelp) – generalnie warto przedawkować chlorofil, choć akurat wodorosty mogą być zanieczyszczone metalami ciężkimi, jak ryby, więc… z głową 🙂
  • ozonoterapia – w postaci kroplówek, zastrzyków,
  • woda utleniona – wlewy dożylne, kąpiele w solach, inhalacje zwłaszcza w nowotworach płuc;
  • komora hiperbaryczna / normobaryczna – dzisiaj można taką sobie nawet kupić i w niej spać – rozmawiałam ze współzałożycielem Hipermedico, którego wspólnik miał dobre efekty w nie pamiętam jakim nowotworze,
  • witamina C – dożylnie i doustnie,
  • MSM – odtruwa i dotlenia,
  • olejki eteryczne – rozpylane z powietrzu (zwłaszcza olejek kadzidlany, stosowany nawet przez niektórych podjęzykowo w nowotworach mózgu, ponieważ jako jedyny podobno przekracza barierę krew-mózg),
  • ‘ruszanie limfy’ – spacery, generalny ruch, ale i podskoki lub bujanie się na trampolinie po kilka minut dziennie, ale też i bardzo pomocny mógłby okazać się porządny osteopata, który może usprawnić przepływ limfy, a tym samym jej oczyszczanie,
  • pocenie się – intensywny ruch i/lub sauny (zakaz antyperspirantów!),
  • oczyszczanie jelit – np. hydrokolonoterapia, a w terapii Gersona kilka lewatyw z kawy dziennie;
  • płukanie wątroby– zwłaszcza w połączeniu z odrobaczaniem,
  • usunięcie toksyn z układu pokarmowego – tu przydatne mogą być glinki (bentonit, zeolit), ale i np. węgiel aktywny (trzeba dużo pić, bo odwadniają),
  • SUPER WAŻNE jest też usunięcie toksyn z domu, samochodu i miejsca pracy, zwłaszcza jeśli podejrzewamy pleśnie – warto zakupić i regularnie używać ozonator.

 

Warto jeszcze wspomnieć o postach i głodówkach – wiele osób od nich właśnie zaczyna walkę z poważnymi chorobami. Kilkudniowy post całkowity lub np. tygodniowy post oparty na świeżo wyciśniętych sokach jest wykonalny dla większości osób, a pomaga odciążyć organizm i przestawić na tory samoleczenia.

Jak się wyciszyć?

Z pewnością nie jest łatwo się nie bać, gdy walczy się z chorobą, potencjalnie śmiertelną.
Nie zawsze uda się pogodzić z diagnozą i prognozą, ale trzeba zadbać o własny dobrostan, czyli:

  • wybaczyć komu mamy coś za złe (niewybaczenie jest jak trucizna wypita w nadziei, że zaszkodzi temu drugiemu 😉 ) – czasem trzeba wybaczyć komuś, kto już nie żyje;
  • odpuścić sobie,
  • wysypiać się – CBD może tu bardzo pomóc, podobno melatonina jest przeciwnowotworowa,
  • śmiać się – śmiech podnosi odporność,
  • zwolnić tempo – robić rzeczy, na które wcześniej nie było czasu,
  • chodzić na spacery, uziemiać się (chodzić boso – grounding),
  • podreperować przyjaźnie i odnowić znajomości – przebywanie z miłym, inspirującym towarzystwie dodaje wigoru i zmniejsza uczucie osamotnienia,
  • być wdzięcznym – skupić się na tym, co dobre tak bardzo, aż się to poczuje,
  • uporządkować ważne sprawy – chaos wyczerpuje,
  • pogodzić się z Bogiem, uwierzyć, że wyzdrowienie jest możliwe – zdrowa duchowość unosi ciało i zwiększa siłę ducha, a efekt placebo jest chyba bardziej duchowo-energetyczny, niż by się mogło wydawać i nie, wcale nie w wydaniu szamańskim.


Dlaczego raczej nie rozważałabym wycinania, trucia i naświetlania?

Bo guz nie jest przyczyną, tylko objawem. Onkolodzy integracyjni są w miarę zgodni, ze poza sytuacjami, w których guz uciska arterie albo jakiś ważny organ i stanowi bezpośrednie zagrożenie życia, sam w sobie nie jest groźny.
Gdy zamieni się organizm w środowisko nowotworowi nieprzyjazne, komórki rakowe włączają na nowo apoptozę, zaczynają się same eliminować, a guzy z czasem znikają.
W absolutnej większości przypadków nie ma więc potrzeby zgłaszać się do chirurga.

Chemioterapia jest wysoce toksyczna, niszczy wszystkie komórki, nie tylko rakowe – trudno mi zrozumieć pomysł trucia siebie i oczekiwania zdrowia. Niszczy układ odpornościowy, który jest kluczowym graczem w leczeniu raka. Chemia może sprawić, że komórki rakowe staną się na nią odporne i bardziej zjadliwie zaatakują organizm. Może też na stałe uszkodzić mózg, układ nerwowy, słuch i wszystkie organy, z wątrobą, nerkami i pęcherzem na czele.
Gdy słyszę określenie ‘złota chemia’ albo ‘najlepsza chemia’ to wiem, że ktoś nie przeczytał ulotki.

Radioterapia z kolei to promieniowanie, które jak wiemy jest szkodliwe, a którego efektów ubocznych nie można przewidzieć, bo są różne dla różnych osób. Wiemy jednak, że to promieniowanie uszkadza DNA, powoduje oparzenia i raka (sic!). Poważnie osłabia też odporność. Uszkodzenie serca lub płuc w wyniku jej zastosowania może ujawnić się dopiero po latach.

Nie wydaje mi się, że nawet skrócona lista efektów ubocznych zachęciłaby mnie do poddania się tym zabiegom, gdyby jednak tak się stało na pewno zażywałabym masywne dawki witaminy C, szukałabym możliwości przyjmowania jej dożylnie, bo z doświadczenia wielu osób wynika, że zażywanie dużych dawek witaminy C wyraźnie zmniejsza efekty uboczne i chemio- i radioterapii, a że pomaga szybciej się goić po operacjach, to już przecież wiemy 😉

Ze statystyk wynika, że ludzie, którzy poddali się wszystkich konwencjonalnym formom terapii onkologicznej, mają mniej więcej 2 lata życia od momentu diagnozy, a ludzie którzy nie zrobią nic i po prostu wrócą do domu mają… dwa lata życia od momentu diagnozy 🙂
Nie da się jednak porównać komfortu pierwszych z drugimi.
Myślę więc, że zamiast osłabiać się truciem, cięciem i naświetlaniem, wolałabym maksymalnie skupić się na wzmacnianiu organizmu, co daje największe szanse na przeżycie, przeżycie w ludzkim komforcie, i trwałe wyzdrowienie.

Naturalne terapie antynowotworowe

Na zakończenie podam wam listę terapii, o których czytałam przez ostatnie lata i mam powody podejrzewać, że każda z nich może być skuteczna.
Myślę, że oprócz usunięcia toksyn z diety i otoczenia, nakarmienia się, dotlenienia i wyciszenia, zastosowałabym połączenie co najmniej kilku z nich w takim układzie, żeby się wzajemnie nie wykluczały.

 

  1. Witamina B-17 (amigdalina) – Edward Griffin ‘Świat bez raka’,
  2. Witamina C (megadawki) – np. Cathcart,
  3. Witamina D3 – nikomu chyba nie trzeba przedstawiać,
  4. Jod (rak prostaty, piersi, macicy, żołądka, tarczycy) – dr Brownstein
  5. ESSIACindiańskie zioła z niezwykłą historią,
  6. amalgamaty i ew. zęby leczone kanałowo – Weston PriceHal Huggins
  7. Terapia Gersona – świeżo wyciskane soki i lewatywy z kawy (na tyle pracochłonna, że właściwie wymaga zatrudnienia kogoś do pomocy),
  8. Dieta dr Budwigolej lniany z twarogiem
  9. Hulda Clark – zapper na pasożyty i nie wiem, czy legalny darmowy PDF jej książki
  10. Dr Burzyński i jego antyneoplastony (terapia w USA),
  11. Chris Beat Cancer – przedawkowanie świeżych soków,
  12. Terry Chamberlain – wiele razy dobrze mi doradził, zajmuje się naturopatią ponad 20 lat, opisuje wiele przypadków wyleczenia nawet IV stadium raka u swoich pacjentów m.in. za pomocą ‘hektolitrów’ srebra jonowego (10 ppm) z domowego generatora – pliki i sam Terry dostępni są na grupie FB The Natural Health Library,
  13. CBD pasty i oleje – Rick Simpson RSO, wykład pani Ewy Gryt z Dobre Konopie,
  14. MSM – zwłaszcza w połączeniu z witaminą C odtruwa i dotlenia,
  15. Dr. Simoncini (włoski onkolog, który stracił prawo do wykonywania zawodu) – terapia sodą oczyszczoną i syropem klonowym, która opiera się na obserwacji, że komórki nowotworowe zużywają nawet 10x cukru, niż komórki zdrowe oraz że każdy guz jest kwaśny, a u chorych występuje przerost grzyba Candida Albicans – podobno skuteczna w nowotworach całego układu pokarmowego, bardzo popularna jeszcze 10 lat temu m.in. ze względu na super niską cenę,
  16. sauna podczerwona i kąpiele w solankach, zwłaszcza magnezowej – pomocniczo w usuwaniu toksyn,
  17. Post Dąbrowskiejhttps://ewadabrowska.pl/dieta-warzywno-owocowa/
  18. Adaptogeny – grzyby: reishi, shiitake, chaga, soplówka jeżowata, kordyceps,
  19. Zioła – np. vilcacora, ale to najlepiej pod okiem mądrego zielarza http://www.rozanski.ch/cancer2000.htm
  20. Olejki eteryczne, np. kadzidlany https://thetruthaboutcancer.com/frankincense-and-cancer/
  21. Thomas Seyfriedrak jako choroba metaboliczna,
  22. Dr Rath – https://www.drrathresearch.org/research/projects/cancer
  23. Spooky2 plasma – maszyna Rife’a (bardziej rozbudowana o częstotliwości, niż zapper Huldy Clark)  https://www.spooky2-mall.com/cancer-testimonials/

No i jeszcze parę adresów i nazwisk, i nawet nie wszystkie po angielsku 🙂

  1. Bardzo ładne podsumowanie terapii  Dr. John Bergman   https://www.youtube.com/watch?annotation_id=annotation_1383278571&feature=iv&src_vid=cvHxoo9CZcs&v=IjhbxT0T9Sk
  2. The Truth About Cancer https://thetruthaboutcancer.com/category/cancer-treatments/
  3. Dr Kilarski http://edukatordietetyczny.pl/dr-bozena-kilarski/
  4. Bardzo dobre podsumowanie mechanizmów raka: https://wolna-polska.pl/wiadomosci/rak-mechanizm-powstawania-leczenia-2014-06
  5. Bardzo ważna strona o raku piersi http://breastcancerchoices.org/strategies.html
  6. Dr Klenner – rozpiska terapii: https://www.seanet.com/~alexs/ascorbate/198x/smith-lh-clinical_guide_1988.htm
  7. Dr Hubert Czerniak twierdzi, że poważny niedobór witaminy D3 (kategoryzowanej przez niego jako hormon) łączy się wyraźnie z astmą, Hashimoto, chorobami serca i rakiem właśnie. Mówi, że jednym z pierwszych jego celów jest podniesienie jej poziomu we krwi do 100, ale powyżej 50 podnoszenie zaczyna iść powolniej, bo zaczyna być zużywana do zwalczania stanu zapalnego.
    Mutacja MTHFR – może prowadzić do upośledzenia umiejętności organizmu do zamieniania substancji toksycznych rozpuszczalnych w tłuszczach (najbardziej trujące, zostają w organizmie) w substancje rozpuszczalne w wodzie, które z kolei jest organizmowi łatwo usunąć z moczem. A ta nieumiejętność organizmu do oczyszczania się np. z metali ciężkich predestynuje do dalszych mutacji w postaci nowotworów,
  8. Jerzy Zięba ‘Ukryte terapie’ – książka która otworzyła oczy rzeszom Polaków, jest też grupa na FB, ale niestety mało pożyteczna, bo już za duża, więc króluje wyścig na jak najszybsze udzielenie jakiejkolwiek odpowiedzi 🙂
  9. Cancer Tutor – miejsce, które pomaga uporządkować wiedzę o możliwych terapiach i wybrać coś dla siebie,
  10. Curezone – forum z maaaasą tematów zdrowotnych,
  11. Zdrowiej Vegie – polski odpowiednik Curezone, całkiem zacny.

 

To chyba tyle na razie.
Jeśli jeszcze nikomu nie zakręciło się w głowie, to jestem pod wrażeniem 🙂

Najważniejsze z tego wszystkiego – jest nadzieja, są sposoby.
Jeśli chcesz żyć, możesz o siebie zawalczyć.
I tego bardzo szczerze wszystkim życzę!

9 thoughts on “300 terapii antynowotworowych czyli co bym zrobiła, gdybym usłyszała ‘ma pani raka’.

  1. Kasia says:

    Najmocniej przepraszam ale amalgamat nie składa się w 50% z rtęci – proszę nie podawać takich fałszywych informacji. Pozdrawiam

    • annabee says:

      Amalgamaty stomatologiczne są różne, nikt nie wie, jaki konkretnie nosi w ustach. Zawierają do 50% rtęci, mogą zawierać mniej, ale o ile mi wiadomo bezpieczną dawką tej neurotoksyny jest dokładnie 0%. ZERO.

  2. Natalia says:

    Jestem pod wrażeniem. Lekkość “pióra” przyprawiona świetnym poczuciem humoru. To duża sztuka, aby ogrom wiedzy przedstawić w takiej łatwej formie. Wszystko o czym czytam od lat w jednej pigułce. Szacun.

    • annabee says:

      Taki był plan, żeby zebrać wszystko, co mi się tam przez lata przewinęło.
      Ludzie muszą wiedzieć, że jest nadzieja, że nie są bezbronni.
      Ten post jest pewnie przytłaczający, ale ma być tylko odskocznią do własnej króliczej nory 🙂

        • annabee says:

          Dziękuję i polecam post polecaniu, bo jest dziwnie mało popularny, biorąc pod uwagę ile osób zwraca się do mnie w tym temacie.
          Mam taką roboczą teorię, że to dlatego, że gdy człowiek trafi do onkologa, to jest w stanie takiego szoku i strachu, że nie ma w ogóle przestrzeni w głowie na jakiekolwiek poszukiwania, skoro ekspert nawołuje, żeby szybko, szybko, ciąć, naświetlać i truć, bo zaraz będzie za późno…
          Więc to może nawet bardziej zestaw informacji profilaktycznych, bo po diagnozie mało kto ma odwagę powiedzieć: momencik, muszę to przemyśleć.

          • Ewa says:

            Mam ten temat w domu rodzinnym, diagnoza trafiła na jedyną osobę nie interesującą się tym o czym piszesz (może po części dlatego?), czego może być za mało i za dużo w codzienności. Każdy jakąś wiedzę ma i interesuje się tematem zdrowia, a tu… Jedynym autorytetem jest lekarz. I tak od roku leczenie idzie swoją drogą a rak swoją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Join Waitlist Poinformujemy Cię kiedy produkt będzie znów dostępny.Proszę wpisać swój adres email poniżej.